Desery na depresję to kolejna odsłona Kryzysowej Książki Kucharskiej. Tym razem skupiam się na deserach, które w czasie depresji ekonomicznej pozwolą nam osłodzić trochę życie. Przepisy będę umieszczał trochę rzadziej, bo co za dużo to nie zdrowo :), ale zachęcam do regularnego sprawdzania.

środa, 20 lipca 2022

Stefan K.

Z jakiegoś powodu to ciasto niektórzy nazywają Stefanką, ale z prawdziwą Stefanką ma niewiele wspólnego. Zastanawiałem jak je nazwać. Chciałem coś w stylu - kryzysowa Stefanka, ale Maciej z pracy, bo tam je właśnie zaniosłem, wymyślił Stefan K, co zdecydowanie lepiej oddaje ducha tego ciasta, bo Stefan K. był znanym w Warszawie gangsterem, operującym jak większość tego typu gangsterów w latach 90-tych, kiedy organy ścigania były nieudolne, a zysk łatwy i to właśnie z tego okresu znam to ciasto. Kolejnym argumentem przemawiającym za tą nazwą jest to, że Stefan K. miał pseudonim operacyjny "Ksiądz" i choć pazerność miał iście kapłańską, to jednak święceń nie miał. Podobnie tu, jeśli chodzi o samą produkcję ciasta, to, pomijając lekko inny dobór składników, jest ona zbliżona do kremówki, a te właśnie kojarzą się z księżmi. 
Zdjęcie słabe, bo na szybko z pracy.

Składniki:

- herbatniki
- szklanka kaszy manny
- litr jakiegoś mleka
- szklanka cukru
- 2 łyżki kakao
- kostka margaryny
- polewa czekoladowa


Wykonanie:

Herbatnikami wykładamy dno blachy, dlatego lepiej żeby była prostokątna.
Mleko wlewamy do garnka, dodajemy pokrojoną w kostkę margarynę, kaszę, cukier, kakao i doprowadzamy do wrzenia, cały czas dobrze mieszając. Kiedy będzie wrzało, gotujemy 3 minuty. Wylewamy masę na herbatniki i przykrywamy kolejną warstwą ciastek.
Przykrywamy polewą czekoladową.

poniedziałek, 11 lipca 2022

Dalgona coffee

Z uwagi na uwarunkowania kulturowe i nędzę pracowniczego życia, poniedziałek kojarzy się z kawą :)
Sposób podania kawy, wymyślony w drugim co do wielkości mieście w Korei Południowej w latach 60-tych ubiegłego wieku. Swoją nazwę zawdzięcza podobieństwo w smaku do ciastek dalgona, które wiele osób z zna ze sceny w serialu Squid Game. 
Swoją popularność jednakże zawdzięcza dwóm zdarzeniom. Pierwsze to mukbang  w wykonaniu aktora Jung Il-woo, który spożywał podczas niego właśnie taką kawę. Co to jest mukbang, wyjaśniałem tutaj, podczas własnego. Drugi to pandemia i kiedy instagramerzy nie mogli wrzucać zdjęć z podróży i restauracji, zaczęli wrzucać fotografie ciekawego jedzenia, własnoręcznie przygotowanego. Wszelkie portale społecznościowe zalały filmiki z ręcznego ubijania kremu, gdzie, aby takowy powstał, należy wykonać około 400 ruchów. Pandemia to w ogóle był czas braku zaufania do technologii. Ja jednak ubiłem korzystając z dokonań nauki :)
Zdjęcie wykonałem z wszelkimi prawidłami sztuki instagramerskiej, dorzucając jeszcze jakąś książkę w tle :)

Składniki:
- jakieś mleko
- 2 łyżki kawy rozpuszczalnej
- 2 łyżki zimnej wody
- 2 łyżki cukru


Wykonanie:

Mieszamy ze sobą kawę, cukier, wodę i miksujemy na krem. Początkowo nic nie wskazuje, że to będzie kremem, ale przemiana jest tak nagła, jak wykipienie wody, kiedy dosłownie na chwilę się odwrócicie, bo zawartość garnka wygląda jak daleko od tego, że miałoby wykipieć.
Do szklanki wlewacie mleko, a górę uzupełniacie kremem. Musi być szklanka, bo w kubku słabo wygląda :)
Nie powiem Wam jak to pić właściwie, Powiem Wam tylko, że ten krem jest bardzo intensywny w smaku i jedzenie go bez mleka z dolnej warstwy jest dla koneserów :)

wtorek, 5 lipca 2022

Apple turnover

Jest taka legenda w mitologii chrześcijańskiej o Mojżeszu. Jest ona dość rozbudowana, ale co w niej jest istotne, to, że wędrując po Afryce, spotkał jednego z bogów, który przekazał mu 10 zasad, w jaki sposób postępować, aby należycie go czcić. Jako, że było ich 10, to z greckiego nazwano je dekalogiem (déka - dziesięć, lógos - słowo). Jedna z zasad pierwotnie brzmiała tak:

Pamiętaj o dniu szabatu, aby go uświęcić. Sześć dni będziesz pracować i wykonywać wszystkie twe zajęcia. Dzień zaś siódmy jest szabatem ku czci Pana, Boga twego. Nie możesz przeto w dniu tym wykonywać żadnej pracy ani ty sam, ani syn twój, ani twoja córka, ani twój niewolnik, ani twoja niewolnica, ani twoje bydło, ani cudzoziemiec, który mieszka pośród twych bram. W sześciu dniach bowiem uczynił Pan niebo, ziemię, morze oraz wszystko, co jest w nich, w siódmym zaś dniu odpoczął. Dlatego pobłogosławił Pan dzień szabatu i uznał go za święty.

Po wielu debatach politycznych zostało to skrócone do:

 Pamiętaj, abyś dzień święty święcił.

Co jest o tyle istotne, że daje większe pole do popisu pod kątem zakresu terytorialnego, na którym miałoby obowiązywać, a także nie skupia się tylko na jednym konkretnym dniu i sposobie jego celebracji. 
Jako, że wiele aspektów z różnych mitologii przechodzi do kultury masowej, staramy się celebrować mniejsze bądź większe okazje, tym bardziej, że niejednokrotnie nie są one jakoś specjalnie energochłonne, a pozwalają wprowadzić odrobinę kolorytu do szarej rzeczywistości. Jak śpiewała Sylwia Grzeszczak - Cieszmy się z małych rzeczy. Oczywiście wszystko do momentu, w którym stajecie się niewolnikami świąt. Dobrze jak tym się bawicie, gorzej jak to bawi się Wami. 

Tu dochodzimy do sedna, bo dziś obchodzimy dzień apple turnover i z tej okazji postanowiłem przygotować te tanie, proste i smaczne ciastka. Mimo, że staram się szukać odpowiednich polskich słów, to naprawdę nie wiem jak to dobrze wytłumaczyć. Choć po naszemu będą to pewnie rożki, to jednak zaciera się gdzieś pochodzenie tej nazwy, a teorie są dwie, z czego jedna ciekawa, jak to z legendami bywa.

  • Ta mniej ciekawa mówi o tym, że nazwa pochodzi od tego, że ciasto zostaje złożone na pół, czyli odwrócone (ang. turnover), czy zwrócone rogiem do rogu.
  • Ta bardziej ciekawa mówi o epidemii, która szalała w Saint-Calais. Podczas takowych zazwyczaj istniał problem z zaopatrzeniem. W każdym razie tamtejsza kasztelanka ogarnęła ludziom mąkę i jabłka, dzięki czemu mogli się wyżywić takimi wypiekami. Panuje pogląd, że pomogły one odwrócić (ang. turnover) epidemię.
Składniki:

- ciasto francuskie - serio, to jedna z tych rzeczy, którą znacznie bardziej opłaca się kupić, niż zrobić samemu
- jabłka


Wykonanie:

Jabłka obieramy i kroimy w kostkę.
Ciasto francuskie kroimy na kwadraty i wyznaczamy na nich umowną przekątną. Ta przekątna będzie nam potrzebna do tego, żebyśmy wyznaczyli obszar, na który będziemy kładli jabłka, a także linię zgięcia. Na jedną stronę kładziemy jabłka, a przykrywamy drugą stroną. Zlepiamy i jak zrozumieliśmy dobrze instrukcję to powstaną nam prostopadłe równoramienne trójkąty, o najdłuższym boku długości wspomnianej wcześniej przekątnej i o ramionach długości boku kwadratu, o którym również wcześniej pisałem.
Tak przygotowane ciastka wkładamy do piekarnika nagrzanego do poziomu 200 stopni Celsjusza. Wyjmujemy jak będą rumiane, z czego po pierwszych pięciu minutach radzę sprawdzać co minutę, żeby nie spalić. Nie ma jednej uniwersalnej wartości, bo wszystko zależy jakie ciasto kupicie w sklepie.
Jak Wam za mało samych jabłek, to możecie dodać masła orzechowego i/lub cynamonu.

środa, 22 czerwca 2022

Owsiane s'more

Anthelme Brillat-Savarin, który napisał Fizjologię smaku, przez niektórych uważaną za świętą księgę kucharzy (pewnie, że ją mam :)), jest autorem takiego stwierdzenia Powiedz mi co jesz, a powiem ci kim jesteś, zwracając tym samym uwagę, że sposób odżywiania jest mocno zależny od kultury w jakiej żyjemy, a także pewnych cech charakteru. 
Tak oto, polscy harcerze podczas ogniskowych biesiad pieką sobie na kijku kiełbaski, ewentualnie Robinsonki, na które przepis podawałem na moim drugim blogu tutaj, a które mają nawet sporo wspólnych cech z dzisiejszym przepisem, tak amerykańscy skauci spożywają s'more. 
Przepis na tą przekąskę z ogniska po raz pierwszy pojawił się w latach dwudziestych dwudziestego wieku w książce Tramping and Trailing with the Girl Scouts. Wtedy jeszcze nazywało się to Something More, ale w wyniku ewolucji zostało ostatecznie skrócone do S'more i w takiej formie pojawiło się w oficjalnej publikacji 30 lat później.
Oryginalnie jest to nabita na kijek i podpiekana na ognisku pianka typu Marshmallow włożona w towarzystwie kilku kostek czekolady pomiędzy dwa herbatniki typu graham. 
Istnieje wersja dla sportowców rozpropagowana przez Sam - jedną z głównych bohaterek serialu Cobra Kai, gdzie zamiast czekolady wjeżdża babeczka czekoladowa z masłem orzechowym.

Postanowiłem zrobić sobie takie coś na śniadanie, pomimo, że generalnie z harcerzami mi nie po drodze, gdyż nienajlepiej odnajduję się w służbach mundurowych o hierarchicznej strukturze (dlatego w wojsku byłem tylko godzinę), a ewentualny model armii jaki sobie wyobrażam to taki jaki miał miejsce podczas tzw. Demokracji Wojennej, gdzie dowódcy mają wiedzę oraz autorytet i pełnią tylko funkcję strategiczną.
Ja zamiast herbatników graham, które nie są u nas zbyt powszechne, użyłem owsianki, którą postanowiłem zapiec w piekarniku.

Składniki:

- pianki
- gorzka czekolada
- masło orzechowe (opcjonalnie)
- płatki owsiane


Wykonanie:

Płatki zalewamy gorącą wodą i czekamy aż zmiękną.
Do foremki wkładamy warstwę owsianki, na to czekoladę, pianki i jeśli robimy Sa'more to trochę masła orzechowego, jeśli S'more, to bez masła. Przykrywamy warstwą owsianki i zapiekamy w piekarniku w temperaturze 180 stopni. Nie trwa to zbyt długo, dlatego wyjmujemy, jak się przyrumieni.

czwartek, 17 marca 2022

Paçoca

Vox populi, vox dei jak mawia stara francuska maksyma, a jako, że jeden z moich czytelników domagał się brazylijskiego przepisu, a drugi, który był sprawcą całego zamieszania zaaprobował, no to wypada spełnić. 
Powód z jakiego miałbym to zrobić jest moja promocja na wyższy pas w Brazylijskim Jiu Jitsu, droga do której zajęła mi ładnych parę lat :) ale od początku, słów kilka.
Generalnie uważam, że sporty to bardzo dobry sposób na zachowanie zdrowego organizmu, a przekrój sportów jest tak wielki, że każdy może znaleźć coś dla siebie, nawet jeśli miałby to być curling, albo pływanie synchroniczne.
W kwestii sportu mam bardzo konserwatywne podejście i uznaję tylko te, które były na pierwszych antycznych olimpiadach jak i ich rozwinięcia. W skrócie, tylko te użytkowe, żadnych z wypełnionym powietrzem workiem. Dlatego w swoim życiu trenowałem już strzelectwo sportowe, krótko na sekcji broni długiej, dłużej na broni krótkiej, boks, tajski boks, a teraz trenuję jiu jitsu brazylijskie. Trenowanie powyższych sprawiało i sprawia mi sporo frajdy i uznaję to za świetną alternatywę siedzenia przed telewizorem z browarem w jednym ręku i chipsami w drugim. No właśnie, trenowanie jakiegokolwiek sportu może być dla Was po prostu sposobem na spędzanie czasu. Nie musicie przywozić medali z prestiżowych zawodów międzynarodowych, nie musicie awansować na wyższe stopnie w błyskawicznym tempie. Jeśli zrozumiecie po co przychodzicie oraz jakie macie ograniczenia, a także zdajecie sobie sami sprawę ile możecie osiągnąć to już większość sukcesu. W ramach challengu możecie sobie podnosić delikatnie poprzeczkę, trochę zwiększyć tempo, dorzucać dzień treningu więcej, czy pojechać na zawody, co już samo w sobie jest sporym osiągnięciem.
Ujmę to tak. W naszym kraju żyje ileś tam ludzi. Pomijając tych, którzy nie mają możliwości i warunków to jakiś odsetek tych ludzi ma chęć mieć jakiekolwiek zainteresowania, co już w jakiś sposób ich wyróżnia, bo muszą być w jakiś stopniu zdyscyplinowani. Część z tych ludzi ma pasje, które nie pozwalają im spędzać czasu w ich strefie komfortu, a nawet stwarzają im pewien dyskomfort, bo bycie przeoranym na treningu jest znacznie mniej komfortowe niż granie w gry komputerowe. Reasumując, nie dość, że taka osoba musi być zdyscyplinowana, to cały czas walczy ze słabościami, zwłaszcza jeśli ma sporo obowiązków życiowych. Reasumując, chodząc regularnie na treningi, zwłaszcza w późniejszym wieku to nie lada wyczyn. Z tej ekipy część decyduje się na start w zawodach. Jeśli ktoś wygra walkę z samym sobą, gdzie musi pilnować regularności treningów, diety, bo czasem trzeba zmieścić się w określonej kategorii wagowej, a potem wyjdzie na środek sali wypełnionej ludźmi, nie wiedząc jaki będzie efekt tego wyjścia, to już jest w połową mistrza. 
Reasumując, statystycznie, nie chce brzmieć jak jakiś coach z dupy, ale trenując regularnie jesteś zwycięzcą :)

Przejdźmy do deseru. Podobno to bardzo popularne słodycze w Brazylii. Znalazłem jakiś oryginalny przepis po portugalsku, ale za cholerę mi nie wyszedł. Podejrzewam, że nie zmieliłem orzechów wystarczająco dobrze, żeby mogły bardziej wchłonąć płyn. Albo dałem za dużo płynu. Będę to jeszcze ratował na różne sposoby. Będę Was informował. Póki co podstawowy przepis.

- paczka orzeszków ziemnych (400 g)
- półtorej szklanki cukru
- pół szklanki jakiegoś mleka


Wykonanie:

Orzeszki dobrze mielimy najlepiej w jakimś blenderze. Dosypujemy cukier i miksujemy razem. Wlewamy mleko i mieszamy. Wykładamy do formy, a tą na kilka godzin do lodówki.

Trochę nie trzyma konsystencji. Postanowiłem zamrozić. Jutro napiszę jak poszło. kolejnym krokiem będzie upieczenie.

sobota, 12 marca 2022

Tarte Tatin

Tarta, którą jak sama nazwa wskazuje, wymyśliły siostry Tartin ponad 100 lat temu, w prowadzonym przez siebie hotelu. Stéphanie Tatin robiła upside down zanim to było modne, aczkolwiek historycy twierdzą, że koncepcja odwróconego ciasta była już opracowana przez słynną przedstawicielkę haute cuisine Marie-Antoine Carême. 
W każdym razie dopiero ta tarta zyskała popularność, ale dopiero dzięki 
Louisowi Vaudable, właścicielowi paryskiej restauracji Maxim's, który, jak twierdzą niektórzy badacze, nadał jej nazwę Tatin.

Ogólnie jest bez masła orzechowego, ale jak poświęcicie jedną łyżkę to podniebienie będzie Wam bardzo wdzięczne.

Składniki:

- jabłka
- pół kostki margaryny
- 3 łyżki cukru
- łyżka masła orzechowego (opcjonalnie)
- ciasto francuskie


Wykonanie:

Jabłka obieramy, kroimy na cząstki i wykrajamy pestki. Układamy na dnie formy.
Rozpuszczamy margarynę, dodajemy cukier i jeśli chcemy masło orzechowe. Zalewamy tą masą jabłka.
Przykrywamy płatem ciasta francuskiego i wkładamy do nagrzanego do poziomu 180 stopni Celsjusza piekarnika do momentu, aż ciasto się zarumieni.



sobota, 15 stycznia 2022

Moje pierwsze morsowanie

Od razu powiem, że nie chodzi tu o kąpiel w zimnej wodzie. Mimo, że posiadam znacznie wyższą tolerancję na zimno niż na ciepło, to dłuższy kontakt z lodowatą wodą jest dla mnie nie do przeskoczenia. I to pomimo tego, że robię różne inne pojebane rzeczy, których przeciętny "Kowalski" by się nie odważył, to jakoś mnie do tego nie ciągnie. Podobnie nie ciągnie mnie do tzw. morsowania na sucho, czyli łażenia w samych gaciach po górach zimą. W zeszłym roku morsowanie stało się tak modne w portalach społecznościowych, że powstawały już memy na ten temat. Mnie ta moda jakoś ominęła
Co innego napój ze wschodnio-północnej Europy - mors. W skrócie to taki niby kompot z żurawiny. Uwielbiam żurawinę, w Wielkiej Brytanii, gdzie była ona tak powszechnym dodatkiem do mieszanek soków jak u nas jabłko, czułem się jak w raju. Wspominałem kiedyś, że moja mama jest koneserką leśnych wypraw o charakterze zbierackim. Głównie zbiera grzyby, ale czasem żurawinę. Z tej żurawiny robi coś na kształt rzadkiej konfitury takiej to herbaty, albo do wody i czasem mi to podeśle w słoiku. Normalnie jest to super drogie, ale zrobienie tego samemu nie jest ani kaso, ani pracochłonne.
Tak czy siak nigdy go nie piłem, więc możemy uznać, że to moje pierwsze w życiu morsowanie. 

Składniki:

- domowa konfitura z żurawin
- woda


Wykonanie:

Na dno szklanki wlewamy konfiturę. Zalewamy letnią - NIE GORĄCĄ - wodą i mieszamy.