czwartek, 12 lutego 2015

Moje uśmiechnięte chrusty

Nie napisałem faworki, bo nazwa zobowiązuje do kształtu wstążki. Są chrusty bo są chrupiące. Gałęzie też nie zawsze są długie :)
Coroczna świecka tradycja, tłusty czwartek, polegająca na masowym obżarstwie. Tyle, że tu nie jestem pewien co, niezależnie od wyznania lub jego braku, powoduje tak ogromną popularność tej tradycji. Czy jest to fakt, że po prostu lubimy jeść, czy może jest to chęć uczestnictwa w zjawiskach masowych. Niezależnie od powodu zauważyłem, że masowe kupowanie pączków zaczęło się już tydzień wcześniej. Nie wiem czy ludzie dali sobie wmówić, że tłusty czwartek był wcześniej, po to żeby tydzień później całą akcję powtórzyć, a może gromadzili zapasy, gdzie przy ilości różnych specyfików w niektórych paczkowanych pączkach mogli mieć pewność, że będą świeże przez cały tydzień :)  Może jednak powód jest dużo prostszy, wskazana wcześniej, miłość do jedzenia.
Ja poszedłem w inną stronę. Potrzebowałem czegoś takiego ze względu na chorobę oraz dość nieprzyjemnymi warunkami atmosferycznymi.

Składniki:
- pół kostki margaryny
- pół paczki mąki
- trochę więcej niż pół szklanki wody (czy jak to mawiała Solska "większe pół")
 - 2 łyżki cukru


Wykonanie:
Margarynę rozpuszczamy i dosypujemy do niej mąki. Mieszamy tak długo, aż mąka się nam zatłuści w miarę jednolicie. Dodajemy cukier i wodę. Wałkujemy cienko na stolnicy i wycinamy dowolne kształty. Mogą być faworki, a mogą być takie jak moje, jeśli ktoś się zaopatrzył w foremki. Wrzucamy na gorący głęboki olej i wyjmujemy jak będą brązowe. Ja lubię ciemniejsze :)
Karnawałowe Słodkości!

WEGAŃSKIE ŁAKOCIEOrganizator: WEGANON